- Steven, my umieramy? - Usłyszałem z drugiego końca pokoju.
- Chyba nie, chociaż... Kurwa nie wiem. - Złapałem kosmyk włosów i zacząłem się nim bawić, nie mając innego zajęcia. Ośrodek był jak luksusowe więzienie, w którym mogłeś rzeczywiście umrzeć, ale z nudów. Codziennie tylko posiłki, jakieś idiotyczne rozmowy z masą ludzi, spanie. I tak non-stop.
- Ej, zobacz co znalazłem. - Przywlókł się do mnie na łóżko i na poduszkę rzucił nowiutkiego Playboy'a. Nie znałem modelki, która świeciła na nim cyckami, ale wyglądała całkiem dobrze. Znowu wróciły mi do głowy pewne myśli. - Tak w ogóle, to kiedy ty ostatnio zmacałeś jakąś laskę?
- Joe, ty to jednak zawsze miałeś w sobie ten takt. - Westchnąłem sarkastycznie, przewracając się na plecy. Wgapiając się w śnieżnobiały sufit zastanawiałem się nad odpowiedzią. - Chyba... chyba z trzy tygodnie. - Wytrzeszczyłem oczy, dziwiąc się samego siebie. Tyle wytrzymałem?! Coś jest nie tak.
- No to nieźle ci powiem. Chyba wypadasz z gry kolego. - Zaśmiał się cicho, jednak po chwili skrzywił się i masował skronie opuszkami palców. - To pewnie Angel, co? Nie obraź się, ale jakbym jej nie znał, to już dawno stwierdziłbym, że przeleciałeś ją parę razy. Wiesz, hipiska, to od razu kojarzy się z panną o lekkich obyczajach. - Miałem ochotę walnąć go za to po pysku, jednak nie zrobiłem tego z prostej przyczyny: brak jakichkolwiek sił.
-Zamknij się Perry, po pieprzysz głupoty. - Przejechałem dłonią po twarzy, nie zwracając na bliźniaka już większej uwagi.
- Pieprzyłbym najlepiej jakąś laskę, ale chyba to nie możliwe. - Mruknął. - Kurwa, mamy tu jakiś jebany celibat, czy co do cholery?! Niedługo nas w habity wcisną i do klasztorów powysyłają, abyśmy za organistów robili. Ja chcę do Billie. - Słuchałem tego bełkotu, krzywiąc się po każdym słowie. On będąc czysty chyba gadał gorsze głupoty, niż wtedy, kiedy był na odlocie. Jak nie zgłupiejemy do końca odwyku, to będzie cud...
~*~
Siedziałam w sklepie Emily, starając się napisać jakiś ciekawy artykuł, jednak w głowie miałam pustkę, co było dosyć niekomfortowe w mojej sytuacji. Materiał musiał być dostarczony do piętnastej, a zegar już pokazywał dwunastą. Intensywnie myślałam, jednak ktoś za wszelką cenę starał się mi to utrudniać. Marley co chwila się uśmiechał, brzdąkając na gitarze mieszankę wszystkich utworów, które właśnie wpadały jej do głowy.
-Nie wiem do cholery o czym napisać. - Burknęłam, wpatrując się w czystą jeszcze kartkę, przygryzając długopis.
- To aż dziwne, bo ty zawsze masz w głowie jakieś pomysły, ciekawe tematy. - Spojrzałam na nią, kiedy właśnie pękła struna. Mimowolnie zaczęłam się śmiać, widząc jej wystraszoną minę. Jakby nie wiedziała co się stało, biedna, bezbronna Emily.
- Już wiem, Marley kocham cię! Jesteś mistrzem, moją muzą! - Wycałowałam ją i uciekłam na zaplecze. Za sobą słyszałam tylko znudzone "Tak, jestem cudna, boska i te sprawy. Wiem." Ponownie się zaśmiałam i zamknęłam drzwi. W głowie miałam już zarys felietonu, który miał mieć prosty przekaz, a mianowicie "Korzystaj z życia, póki możesz, bo życie jest cholernie kruche". Tak, to było bardzo w moim stylu, dlatego praca poszła całkiem szybko. Kiedy spojrzałam na zegarek, wskazywał czternastą, więc akurat. Jeszcze tylko przeczytałam tekst i naniosłam kilka niewielkich poprawek. Mogłam ruszać do redakcji. Byłam zadowolona z tego co napisałam, ukryte hasło zamieszczone w felietonie było chyba jednym z moich ulubionych, jakimi starałam się kierować w życiu.
- Już idziesz? - Usłyszałam za sobą zdziwiony głos Emily, o której prawie z tego wszystkiego zapomniałam. - Tak, już uciekam. Jutro zadzwonię. - Cmoknęłam ją w policzek i pospiesznym krokiem opuściłam sklep. Dumnie krocząc po zalanych słonecznym żarem ulicach, kierowałam się w stronę jednego z pobliskich wieżowców, podgwizdując co chwila melodie ukochanych piosenek. W wyśmienitym humorze dotarłam na odpowiednie piętro budynku, w którym zajmowano się prasą. Wzrokiem szukałam dziewczyny, zajmującej się montowaniem mojej skromnej rubryczki. Niestety nigdzie jej nie znalazłam, więc zmuszona byłam odłożyć kartkę na jej idealnie wysprzątane biurko. Już miałam wychodzić, kiedy w oczy rzucił mi się artykuł o Aerosmith, a bardziej o toksycznych bliźniakach. Wyciągnęłam gazetę z plastikowego pojemnika i wychodząc zaczęłam czytać. Pisano o kryzysie w związku Stevena, uzależnieniu jego i Joe od różnych środków psychoaktywnych oraz o odwyku. Kiedy przeglądałam artykuł, jakoś nie miałam wypieków na twarzy, zwykły szmatławiec, w którym było więcej bajek, niż prawdy. Odłożyłam go na miejsce i postanowiłam wrócić do domu, skąd mogłabym zadzwonić do Stevena. Już kilka minut pod dotarciu do mieszkania dorwałam się do słuchawki i czekałam na głos bruneta. Odebrał za piątym sygnałem i powitał mnie swym zachrypniętym "halo?".
- Cześć Steve. - Powiedziałam cicho, lekko przygryzając przy tym wargi. Odkąd go nie widziałam, zaczęłam zachowywać się jak nastolatka bujająca myślami gdzieś daleko w chmurach. Ciężko było się przed samą sobą przyznać, ale cholernie za nim tęskniłam. Niby znaliśmy się niedługi okres czasu, a ja już nie pamiętałam jak wyglądał mój świat bez Stevena. Był jednym z moich najlepszych przyjaciół tuż obok Marley'a i Adama. Kiedy nie mogłam go zobaczyć przez trzy tygodnie, po prostu czułam się jakaś taka pusta w środku. Czegoś podświadomie mi brakowało i wiedziałam co to było, a raczej kto.
-Hej maleńka. - Odpowiedział mi radosny głos, z czego wywnioskowałam, że pan Tyler ma dla mnie jakieś dobre wieści. - Mam dla ciebie całkiem, tak mi się przynajmniej zdaje, atrakcyjną propozycję. - Nie myliłam się. - Dzisiaj dostałem przepustkę dla jednej osoby i tak sobie pomyślałem, że może chciałabyś mnie odwiedzić w tym pięciogwiazdkowym, ekskluzywnym hotelu. - Ostatnie słowa wypowiedział z wyraźnym sarkazmem.
- Ee, no jasne. W sumie to i tak już siedzę w domu. Tylko się ubiorę i jadę.
-A jesteś rozebrana? - Ekscytacja w jego głosie była powalająca. Cicho parsknęłam śmiechem. - Wybacz, chyba za długo siedzę z Perrym. No nic, wpadaj szybko. - Odłożyłam słuchawkę, ówcześnie rzucając radosne "pa".
-Nie wiem do cholery o czym napisać. - Burknęłam, wpatrując się w czystą jeszcze kartkę, przygryzając długopis.
- To aż dziwne, bo ty zawsze masz w głowie jakieś pomysły, ciekawe tematy. - Spojrzałam na nią, kiedy właśnie pękła struna. Mimowolnie zaczęłam się śmiać, widząc jej wystraszoną minę. Jakby nie wiedziała co się stało, biedna, bezbronna Emily.
- Już wiem, Marley kocham cię! Jesteś mistrzem, moją muzą! - Wycałowałam ją i uciekłam na zaplecze. Za sobą słyszałam tylko znudzone "Tak, jestem cudna, boska i te sprawy. Wiem." Ponownie się zaśmiałam i zamknęłam drzwi. W głowie miałam już zarys felietonu, który miał mieć prosty przekaz, a mianowicie "Korzystaj z życia, póki możesz, bo życie jest cholernie kruche". Tak, to było bardzo w moim stylu, dlatego praca poszła całkiem szybko. Kiedy spojrzałam na zegarek, wskazywał czternastą, więc akurat. Jeszcze tylko przeczytałam tekst i naniosłam kilka niewielkich poprawek. Mogłam ruszać do redakcji. Byłam zadowolona z tego co napisałam, ukryte hasło zamieszczone w felietonie było chyba jednym z moich ulubionych, jakimi starałam się kierować w życiu.
- Już idziesz? - Usłyszałam za sobą zdziwiony głos Emily, o której prawie z tego wszystkiego zapomniałam. - Tak, już uciekam. Jutro zadzwonię. - Cmoknęłam ją w policzek i pospiesznym krokiem opuściłam sklep. Dumnie krocząc po zalanych słonecznym żarem ulicach, kierowałam się w stronę jednego z pobliskich wieżowców, podgwizdując co chwila melodie ukochanych piosenek. W wyśmienitym humorze dotarłam na odpowiednie piętro budynku, w którym zajmowano się prasą. Wzrokiem szukałam dziewczyny, zajmującej się montowaniem mojej skromnej rubryczki. Niestety nigdzie jej nie znalazłam, więc zmuszona byłam odłożyć kartkę na jej idealnie wysprzątane biurko. Już miałam wychodzić, kiedy w oczy rzucił mi się artykuł o Aerosmith, a bardziej o toksycznych bliźniakach. Wyciągnęłam gazetę z plastikowego pojemnika i wychodząc zaczęłam czytać. Pisano o kryzysie w związku Stevena, uzależnieniu jego i Joe od różnych środków psychoaktywnych oraz o odwyku. Kiedy przeglądałam artykuł, jakoś nie miałam wypieków na twarzy, zwykły szmatławiec, w którym było więcej bajek, niż prawdy. Odłożyłam go na miejsce i postanowiłam wrócić do domu, skąd mogłabym zadzwonić do Stevena. Już kilka minut pod dotarciu do mieszkania dorwałam się do słuchawki i czekałam na głos bruneta. Odebrał za piątym sygnałem i powitał mnie swym zachrypniętym "halo?".
- Cześć Steve. - Powiedziałam cicho, lekko przygryzając przy tym wargi. Odkąd go nie widziałam, zaczęłam zachowywać się jak nastolatka bujająca myślami gdzieś daleko w chmurach. Ciężko było się przed samą sobą przyznać, ale cholernie za nim tęskniłam. Niby znaliśmy się niedługi okres czasu, a ja już nie pamiętałam jak wyglądał mój świat bez Stevena. Był jednym z moich najlepszych przyjaciół tuż obok Marley'a i Adama. Kiedy nie mogłam go zobaczyć przez trzy tygodnie, po prostu czułam się jakaś taka pusta w środku. Czegoś podświadomie mi brakowało i wiedziałam co to było, a raczej kto.
-Hej maleńka. - Odpowiedział mi radosny głos, z czego wywnioskowałam, że pan Tyler ma dla mnie jakieś dobre wieści. - Mam dla ciebie całkiem, tak mi się przynajmniej zdaje, atrakcyjną propozycję. - Nie myliłam się. - Dzisiaj dostałem przepustkę dla jednej osoby i tak sobie pomyślałem, że może chciałabyś mnie odwiedzić w tym pięciogwiazdkowym, ekskluzywnym hotelu. - Ostatnie słowa wypowiedział z wyraźnym sarkazmem.
- Ee, no jasne. W sumie to i tak już siedzę w domu. Tylko się ubiorę i jadę.
-A jesteś rozebrana? - Ekscytacja w jego głosie była powalająca. Cicho parsknęłam śmiechem. - Wybacz, chyba za długo siedzę z Perrym. No nic, wpadaj szybko. - Odłożyłam słuchawkę, ówcześnie rzucając radosne "pa".
~*~
Minęło sporo czasu, odkąd widziałem się ostatnio z Angel. Miałem wrażenie, jakby minęło kilkanaście miesięcy, dłużących się w nieskończoność. Cholernie cieszyłem się ze spotkania z nią. Sam siebie nie poznawałem, zależało mi na kobiecie, jak jeszcze nigdy. Wydawała się być idealna. Inna, z własnym spojrzeniem na świat, wrażliwa, szalona a zarazem rozsądna. Nie mogłem się doczekać, kiedy przekroczy bramy ośrodka. Czekałem na zewnątrz oparty o ścianę, wypatrując szczupłej sylwetki i długich blond włosów oraz tego charakterystycznego uśmiechu, goszczącego na jej twarzy prawie zawsze. Kiedy tylko pokazała się na horyzoncie, energicznie ruszyłem w jej kierunku, starając się nie biec. Ciężko jest opisać uczucie, jakie gościło wtedy w moim sercu. Po prostu chciałem jednego, mieć ją już w ramionach. Z każdą sekundą moje serce coraz szybciej, a mózg nie potrafił do końca pojąć tego zachowania.
- Steven. - Wypowiedziała moje imię, jakby z lekką ulgą i mocno wtuliła się w moją klatkę piersiową. Mocnej przyciągnąłem ją do siebie, zaciągając się jej zapachem i zatapiając twarz w miękkich blond włosach.
-Tęskniłem. - Wyszeptałem, kiedy w dalszym ciągu trwaliśmy jednej pozycji.
- Ja też. Cały czas zastanawiałam się, jak się trzymasz. - Uśmiechnęła się delikatnie, podnosząc na mnie wzrok.
- Jak widać, jeszcze żyję. Joe zresztą też. Jak chcesz, to możemy do niego zajść.
- Jasne. - Odpowiedziała radośnie, łapiąc mnie za rękę, jakby bezdźwięcznie wypowiadając w ten sposób słowo "prowadź".
- Steven. - Wypowiedziała moje imię, jakby z lekką ulgą i mocno wtuliła się w moją klatkę piersiową. Mocnej przyciągnąłem ją do siebie, zaciągając się jej zapachem i zatapiając twarz w miękkich blond włosach.
-Tęskniłem. - Wyszeptałem, kiedy w dalszym ciągu trwaliśmy jednej pozycji.
- Ja też. Cały czas zastanawiałam się, jak się trzymasz. - Uśmiechnęła się delikatnie, podnosząc na mnie wzrok.
- Jak widać, jeszcze żyję. Joe zresztą też. Jak chcesz, to możemy do niego zajść.
- Jasne. - Odpowiedziała radośnie, łapiąc mnie za rękę, jakby bezdźwięcznie wypowiadając w ten sposób słowo "prowadź".
Perry'ego zastaliśmy czytającego jakiś artykuł w Playboy'u, którego od razu odstawił, kiedy tylko nas zobaczył. Przywitał się z Angel, a ona go przytuliła, co trochę mnie tknęło. W sumie nie wiem dlaczego. Doskonale widziałem, że blondynka wita się tak ze swoimi znajomymi, a Joe to przecież mój bliźniak i nie ma w głowie żadnych niecnych planów. Może przez tyle lat, które spędziłem z innymi dziewczynami, tak mnie uczuliło. W końcu te ścierwa były zdolne do przelecenia moich kumpli. Oczywiście nie wszystkie takie były, jednak kilka się by znalazło, gdyby cofnąć pamięcią. Jeszcze dziwniejsze było to, że zwracałem na takie rzeczy uwagę, a sam kiedy byłem w związku oglądałem się za innymi panienkami. Chyba powoli zacząłem się na tym łapać.
- Myślę, że Steven chciałby zostać z tobą sam na sam, także tego... Idę bajerować laski spod trójki. - Oderwałem się od swych przemyśleń, kiedy Joe ubierając koszulę, puszczał nam oczko, kierując się jednocześnie do ewakuacji. Byłem mu wdzięczny, że tak to załatwił i sam mogłem cieszyć się obecnością Angie.
- Badania dowodzą, że to właśnie piersi kobiet pociągają naszych czytelników najbardziej. - Blondynka usiadła na łóżko i czytała właśnie fragment ulubionego czasopisma Perry'ego. W komiczny sposób spojrzała na swój biust, podnosząc do góry jedną brew. Nie ukrywam, że bezwstydnie wgapiałem się w to miejsce, wyobrażając sobie różne sytuacje. Trzeba przyznać, że natura nie poskąpiła jej w tej kwestii i dziewczyna miała się czym pochwalić. Musiałem skupić się na czymś innym, bo powoli czułem jak robi mi się gorąco.
- Angie, może jednak wyjdziemy? Jest taka ładna pogoda. - Palnąłem pierwsze lepsze co przyszło mi do głowy. Dziewczyna oderwała się od lektury i spojrzała na mnie radosnym wzrokiem.
- Jasne, możemy wyjść. - Zeszła z łóżka i poprawiła krótki top z logo Aerosmith. Jeszcze nigdy nie widziałem aby ta koszulka na kimś tak dobrze pasowała. Miała do czego pasować.
-Ekhem. No to wychodzimy. - Złapałem ją za rękę, odrywają się od swoich wyobrażeń, których powoli sam zaczynałem się bać. Zamknąłem drzwi, a klucze standardowo zostawiłem na recepcji. Zabrałem Angie do najcichszego zakątka na terenie całej placówki. Usiedliśmy na trawie, kiedy spośród krzaków wybiegła mała dziewczynka, córka pewnej kobiety, która siedziała na odwyku podobnie jak ja i Joe. Zdążyłem poznać tą małą, bo często przychodziła tu z ojcem w odwiedziny. Miała na imię Alisa, ale już pierwszego dnia kazała mówić na siebie Ally. Szczerze polubiłem tą czterolatkę. Była taka słodka i beztroska. Wystarczyło spojrzeć w jej radosne, ciemne jak węgielki oczka, aby skradła ci serducho.
- Dzień dobry. Mogę się tutaj schować? - Kucnęła tuż za nami, przytulając się do moich pleców.
- Jasne, a przed kim się chowasz? - Angel kucnęła obok niej i przybrała identyczną minę.
- Przed kosmitami. - Otworzyła szerzej powieki i położyła palec na ustach. Przyglądałem się im tak chwilkę, kiedy wciąż trwały w bezruchu. Dopiero po chwili mała odsapnęła głęboko. - A tak w ogóle to Ally jestem. - Podała rękę Angel, która również się przedstawiła. Zaczęły rozmawiać jak długoletnie koleżanki. Zauważyłem jak wspaniałe podejście miała blondynka, jak potrafiła przejść nagle do ich świata. Przez pół godziny zdążyła bawić się z nią lalkami, pleść warkoczyki i opowiadać bajki. Ally widocznie ją polubiła, bo nie krępowała się jak inne dzieci w towarzystwie dopiero co poznanych osób. Kiedy zawołał ją tata, wyraźnie niechętnie wstała i pożegnała się z nami. Angie chyba dopiero w tamtym momencie wróciła do rzeczywistości.
- Słodka jest ta mała. - Skomentowała, bawiąc się zerwanym kwiatkiem. - Przepraszam, że tak nagle się wyłączyłam, ale ta Ally była taka... Kochana. - Uśmiechnęła się lekko, podnosząc na mnie wzrok.
- Nic się nie stało. Sam ostatnio spędziłem z nią całe popołudnie, na zabawie w chowanego. - Zaśmiałem się na przypomnienie sobie chwili, w której znalazłem ją na drzewie i mogłem odsapnąć, że Ally żyje. Szukałem jej wtedy dwie godziny, a ona mnie jedynie dwie minuty. - A swoją drogą, to fajnie wyglądałaś w roli takiej opiekunki.
- Sama nie wiem. Chyba nie potrafiłabym wychować takiego szkraba, chyba nie jestem jeszcze na tyle odpowiedzialna... - Zamyśliła się na chwilkę.
- Myślę, że byłabyś świetną mamą. - Posłałem jej serdeczny uśmiech. Angel idealnie pasowała do dzieci. W pewnym momencie, jak bawiła się z dziewczynką miałem wrażenie, że to nasza córka z którą siedzimy właśnie gdzieś w parku.W porę się ocknąłem i uciekłem z wyimaginowanego świata.
- Skoro tak mówisz. - Zaśmiała się, poprawiając włosy. Wyglądała tak niewinnie, ale zarazem cholernie pociągająco. Nie mogłem się powstrzymać od pewnych gestów. Zbliżyłem się do niej i lekko pocałowałem w usta, kiedy jej głowa leżała na miękkiej trawie. Szybko odwzajemniła pocałunek, jednak na początku wydawało mi się, że miała chwilę zawahania. Nie trzeba było dużo czasu, aby podkręcić atmosferę. Z delikatnych muśnięć powstały gorące pocałunki, które nie mogły być obojętne. Przejechałem jej ręką po odkrytym udzie, kiedy przygryzła wargi. Poczułem na ustach metaliczny smak krwi. Blondynka oblizała resztki czerwonej substancji, niczym wampir i szybko wstała, wprowadzając mnie w stan lekkiej dezorientacji.
- Teraz musisz mnie złapać. - Zaśmiała się uroczo i zaczęła biec. Zanim się zorientowałem o co chodzi, była już daleko przede mną. Rzuciłem się do pościgu, co musiało dość dziwacznie wyglądać. Przez plac pędziła dwójka dorosłych, którzy mentalnie przekształcili się w dzieci, pragnące zabawy. Wariactwo...
- Myślę, że Steven chciałby zostać z tobą sam na sam, także tego... Idę bajerować laski spod trójki. - Oderwałem się od swych przemyśleń, kiedy Joe ubierając koszulę, puszczał nam oczko, kierując się jednocześnie do ewakuacji. Byłem mu wdzięczny, że tak to załatwił i sam mogłem cieszyć się obecnością Angie.
- Badania dowodzą, że to właśnie piersi kobiet pociągają naszych czytelników najbardziej. - Blondynka usiadła na łóżko i czytała właśnie fragment ulubionego czasopisma Perry'ego. W komiczny sposób spojrzała na swój biust, podnosząc do góry jedną brew. Nie ukrywam, że bezwstydnie wgapiałem się w to miejsce, wyobrażając sobie różne sytuacje. Trzeba przyznać, że natura nie poskąpiła jej w tej kwestii i dziewczyna miała się czym pochwalić. Musiałem skupić się na czymś innym, bo powoli czułem jak robi mi się gorąco.
- Angie, może jednak wyjdziemy? Jest taka ładna pogoda. - Palnąłem pierwsze lepsze co przyszło mi do głowy. Dziewczyna oderwała się od lektury i spojrzała na mnie radosnym wzrokiem.
- Jasne, możemy wyjść. - Zeszła z łóżka i poprawiła krótki top z logo Aerosmith. Jeszcze nigdy nie widziałem aby ta koszulka na kimś tak dobrze pasowała. Miała do czego pasować.
-Ekhem. No to wychodzimy. - Złapałem ją za rękę, odrywają się od swoich wyobrażeń, których powoli sam zaczynałem się bać. Zamknąłem drzwi, a klucze standardowo zostawiłem na recepcji. Zabrałem Angie do najcichszego zakątka na terenie całej placówki. Usiedliśmy na trawie, kiedy spośród krzaków wybiegła mała dziewczynka, córka pewnej kobiety, która siedziała na odwyku podobnie jak ja i Joe. Zdążyłem poznać tą małą, bo często przychodziła tu z ojcem w odwiedziny. Miała na imię Alisa, ale już pierwszego dnia kazała mówić na siebie Ally. Szczerze polubiłem tą czterolatkę. Była taka słodka i beztroska. Wystarczyło spojrzeć w jej radosne, ciemne jak węgielki oczka, aby skradła ci serducho.
- Dzień dobry. Mogę się tutaj schować? - Kucnęła tuż za nami, przytulając się do moich pleców.
- Jasne, a przed kim się chowasz? - Angel kucnęła obok niej i przybrała identyczną minę.
- Przed kosmitami. - Otworzyła szerzej powieki i położyła palec na ustach. Przyglądałem się im tak chwilkę, kiedy wciąż trwały w bezruchu. Dopiero po chwili mała odsapnęła głęboko. - A tak w ogóle to Ally jestem. - Podała rękę Angel, która również się przedstawiła. Zaczęły rozmawiać jak długoletnie koleżanki. Zauważyłem jak wspaniałe podejście miała blondynka, jak potrafiła przejść nagle do ich świata. Przez pół godziny zdążyła bawić się z nią lalkami, pleść warkoczyki i opowiadać bajki. Ally widocznie ją polubiła, bo nie krępowała się jak inne dzieci w towarzystwie dopiero co poznanych osób. Kiedy zawołał ją tata, wyraźnie niechętnie wstała i pożegnała się z nami. Angie chyba dopiero w tamtym momencie wróciła do rzeczywistości.
- Słodka jest ta mała. - Skomentowała, bawiąc się zerwanym kwiatkiem. - Przepraszam, że tak nagle się wyłączyłam, ale ta Ally była taka... Kochana. - Uśmiechnęła się lekko, podnosząc na mnie wzrok.
- Nic się nie stało. Sam ostatnio spędziłem z nią całe popołudnie, na zabawie w chowanego. - Zaśmiałem się na przypomnienie sobie chwili, w której znalazłem ją na drzewie i mogłem odsapnąć, że Ally żyje. Szukałem jej wtedy dwie godziny, a ona mnie jedynie dwie minuty. - A swoją drogą, to fajnie wyglądałaś w roli takiej opiekunki.
- Sama nie wiem. Chyba nie potrafiłabym wychować takiego szkraba, chyba nie jestem jeszcze na tyle odpowiedzialna... - Zamyśliła się na chwilkę.
- Myślę, że byłabyś świetną mamą. - Posłałem jej serdeczny uśmiech. Angel idealnie pasowała do dzieci. W pewnym momencie, jak bawiła się z dziewczynką miałem wrażenie, że to nasza córka z którą siedzimy właśnie gdzieś w parku.W porę się ocknąłem i uciekłem z wyimaginowanego świata.
- Skoro tak mówisz. - Zaśmiała się, poprawiając włosy. Wyglądała tak niewinnie, ale zarazem cholernie pociągająco. Nie mogłem się powstrzymać od pewnych gestów. Zbliżyłem się do niej i lekko pocałowałem w usta, kiedy jej głowa leżała na miękkiej trawie. Szybko odwzajemniła pocałunek, jednak na początku wydawało mi się, że miała chwilę zawahania. Nie trzeba było dużo czasu, aby podkręcić atmosferę. Z delikatnych muśnięć powstały gorące pocałunki, które nie mogły być obojętne. Przejechałem jej ręką po odkrytym udzie, kiedy przygryzła wargi. Poczułem na ustach metaliczny smak krwi. Blondynka oblizała resztki czerwonej substancji, niczym wampir i szybko wstała, wprowadzając mnie w stan lekkiej dezorientacji.
- Teraz musisz mnie złapać. - Zaśmiała się uroczo i zaczęła biec. Zanim się zorientowałem o co chodzi, była już daleko przede mną. Rzuciłem się do pościgu, co musiało dość dziwacznie wyglądać. Przez plac pędziła dwójka dorosłych, którzy mentalnie przekształcili się w dzieci, pragnące zabawy. Wariactwo...
____________________________________
Wróciłam z nowym rozdziałem i standardowo z przeprosinami.
Nie mam nawet sekundy czasu na czytanie czyiś cudeniek. Boże, aż mi przykro. Trzecia klasa gimnazjum wyciska ze mnie wszystko już na samym początku. Mam nadzieję, że w ogóle będę mogła prowadzić bloga.
Jeszcze raz przepraszam. Kiedy znajdę odrobinkę czasu, to nadrobię zaległości i zostawię po sobie jakiś skromny komentarz. Proszę więc o wyrozumiałość.
Love,
Chelle